Poranny rytuał. Otwieram oczy i patrzę się w okno. M. jeszcze śpi. Raczej nie budzi się pierwszy. Przez londyńskie niebo niemrawo przebija majowe słońce. Guzdrzemy się oboje, zaprzepaszczając już odległy porządek na podłodze. Słyszę gwar naszej londyńskiej dzielnicy Haringey, która obudziła się do życia na długo przed nami.

Parę dni temu pod naszym domem otworzył się nowy lokal, wygląda jak karczma. Ludzie od rana wystawiają swoje zmarznięte zimą twarze na przebłyski słońca, rozgrzewając się świeżo parzoną kawą. Przechodzimy powoli koło stoisk wyładowanych owocami i warzywami z różnych zakątków świata. Jeszcze parę zostało nam do spróbowania.

Obok pachnie turecka piekarnia z najlepszymi ciastkami w dzielnicy, łazimy tam często po te orzechowe. Nieopodal w kawiarniach siedzą w oknach babuleńki w chustach na głowach i na kucaka wypiekają placki na tradycyjnych piecykach. Zapach przypieczonego ogniem ciasta rozchodzi się po ulicy. Ledwo opieram się pokusie.

Czasem nie wiem, gdzie jestem. W Turcji, na Cyprze, w Chinach czy w Londynie. Podoba mi się możliwość ucieczki, znalezienia zakamarków innych światów. Podróży bez ruszania się z Londynu.

Wspinamy się wśród angielskich domków, zbliżamy do torów, które oddzielają naszą dzielnicę od jej najbogatszych części, dzielą prawie równo na pół. Na zachód ciągnie się Crouch End, Highgate, jedne z najlepszych adresów londyńskich. Nasza środkowa część szybko przeistacza się w hipsterską, dogania Dalston. A na wschód coraz biedniej.

Rok temu otworzyła się nam pierwsza wschodnio-londyńska kawiarnia, później nasz lokalny pub muzyczny Jam in a Jar, a na naszych oczach dokonuje się przemiana. Dopóki jest miejsce na tureckie sklepiki, istnieje harmonia przerwana tylko czasami protestami mieszkańców bezradnych wobec rosnącego czynszu.

Koło małego wiaduktu znajduje się cel naszej porannej wyprawy. Kawiarnia Moka (5 Wightman Road, London N4 1RQ) z Mauritiusa, serwująca najlepsze śniadania pod słońcem. Siadam do naszego stolika pod samym oknem i chłonę słońce przez szybę. Kawa z mlekiem powoli budzi mnie do życia, wzmaga apetyt. M. zamawia tradycyjne śniadanie z chorizo, pomidorami, chilli i jajkiem. Ja moje sobotnie jajka w koszulkach ze szpinakiem. Ostatnio nie mam ochoty na mięso.

Zawsze mi się marzyła lokalna kawiarnia, w której będę często gościć, popijać regularnie kawę, mieć swój stolik. Zainspirował mnie Paryż, francuskie knajpki na ciasnych uliczkach. A w Londynie stało się to możliwe.

Angielskie śniadanie, poranek na Haringey Angielskie śniadanie, poranek na Haringey Angielskie śniadanie, poranek na Haringey Angielskie śniadanie, poranek na Haringey Angielskie śniadanie, poranek na Haringey Angielskie śniadanie, poranek na Haringey Angielskie śniadanie, poranek na Haringey Angielskie śniadanie, poranek na Haringey Angielskie śniadanie, poranek na Haringey