Słońce zachodzi niespiesznie, intensyfikują się kolory. Tym bardziej, że niebo nad wyspą pochmurne. Szukam spokoju w tych chmurach pastelowych, oddech zwalnia, po wędrówce pod górę. La Orotava jakby wyludniona, szczególnie, kiedy podniesie się aparat powyżej linii ulic. Nic, tylko powietrze.

Nie wiem jak tam dojechaliśmy. Ulice kręte jak włóczka. Miałam serce w gardle, kiedy jechaliśmy pod kontem prawie prostym, bo GPS sprowadził nas na manowce.

Patrzymy w dwójkę na ten sam krajobraz. Jedno drugiemu pokazuje wieżyczki i drewniane okiennice. Stoimy razem w pastelowej aurze Teneryfy. To chyba najpiękniejsze chwile, których można w podróży doświadczyć. Wspólne odczuwanie świata dookoła.Gdybyśmy mieli dwa aparaty, myślę, że większość zdjęć byłaby podobna.

I jaka szkoda, że tych momentów tak mało. Że na co dzień trudno… Zróbmy ze śniadań pastelowe momenty, kiedy bulgocze woda, kiedy kołdra zwinięta na łóżku, z chwil ulotnych, cokolwiek za oknem, trywialnie i bezczelnie świętujmy nasz czas. Bądźmy niespiesznie.

northolt_DSC_0336-2 northolt_DSC_0341 northolt_DSC_0340northolt_DSC_0338 northolt_DSC_0336
northolt_DSC_0345 northolt_DSC_0359
2
northolt_DSC_0349 northolt_DSC_0352
northolt_DSC_0357
3 1 northolt_DSC_0365 northolt_DSC_0362 northolt_eee