Już mnie od jakiegoś czasu korciło, żeby na ten temat coś napisać. Społeczeństwo codziennie nam przypomina, że mamy być idealne w każdej dziedzinie życia, wychodzenie z ram trudno upchać do głów większości tych co ten nacisk wywierają. Nie mieszkam w Polsce, a to odczuwam, w końcu krew ta sama. Na Zachodzie w końcu większe zepsucie, kobiety robią co chcą.

Kampanie społeczne w Polsce co chwilę mnie zaskakują. Kto to wymyśla? Bilbordy o konkubinacie, Smutny Autobus. Sama pracuję w marketingu, jakoś sobie nie wyobrażam czegoś takiego zaproponować, nawet jak klient wykłada na stół dwie bańki i mówi, że musi być tak i tak. Moja praca polega też na tym, żeby mu powiedzieć o możliwych negatywnych konsekwencjach jego pomysłu. Gdzie się podział PR-owiec?

Droga fundacjo Mamy i Taty, czy nikt Was nie uprzedził, że Wasz spot zadziała jak płachta na polskiego byka? To teraz sobie siedźcie na drzewie jak się opinia społeczna z was śmieje.

Spot kierowany do mnie. Niestety nie mam kupionego domu, mam 27 lat, remont zdarza mi się robić okazjonalnie, no bo po co remontować wynajęte mieszkanie (i to nie o taki „remont” z prawdziwego zdarzenia mi chodzi, a o zamalowanie plam po kawie na ścianie po wypadku współlokatorki). W dodatku żyję w konkubinacie. Nie mam dziecka.  Świadomie odkładam macierzyństwo na potem. Najpierw chcę pojechać do Japonii i Ameryki Południowej. Widać jestem egoistką.

Sami sobie to robimy. Nie dość, że społeczeństwo nakłada na nas presję, to jeszcze oglądając zdjęcia szczęśliwych mam na Facebooku możemy pomyśleć, że coś z nami nie tak, że teraz nie chcemy mieć dzieci. Drogie nasze mamy, wiem, że chciałybyście być babciami, ale ja najpierw muszę chcieć być mamą, żeby to działało. M. też musi chcieć być tatą, chyba, że mam to dziecko sobie sama zrobić. Spot nas nie przekonał.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem przeciwko macierzyństwu, nie walczę z biologią. Walczę z nakładaniem presji społecznej na kobiety, z uprzedmiotowieniem i jej, i dziecka. W końcu to nie rzecz, którą się wyciągnie z pudełka i wsadzi tam z powrotem, kiedy się znudzi. Szokuje mnie argument dobra kolektywnego.

Społeczeństwo się starzeje! Baby, które nie chcecie mieć dzieci, musicie uratować Polskę własną macicą.

Ródźcie je tonami, żeby kasa na emerytury wpłynęła. Nie wińcie pracodawcy, któremu słowo „ciąża” myli się z „wypowiedzenie umowy o pracę”. Nie wińcie rządu za brak wsparcia finansowego dla samotnych matek. Nie, nie, nie – to Wasza wina. Zapominacie, głupie, że jesteście samowystarczalne.

Nie jestem mamą. Jeszcze. Kiedyś pewnie to się zmieni, ale nie pod presją kampanii społecznej , która nie pozwala mi latać do Tokio, gdzie rzeczywiście już byłam (tym bardziej czuję, że to spot do mnie) i nie pod presją kampanii, która sugeruje, że brak dziecka powoduje halucynacje głosowe.

Odkąd zrobiło się ciepło codziennie widzę gołębie goniące się po moim parapecie, w tą i z powrotem.