Chwilę mnie nie było. Na chwilę, na gorączkę w łóżku, na zimne dreszcze i siódme poty. Na noce z serialem i reset baterii. Na muzykę, na sen. Na poważną pracę i rachunki.  Na K., na J., na M.. Ale już jestem. Wróciłam.

Mam takie fazy w pisaniu, kiedy słowa nie mogę wydusić. Za banalne, trudne, nudne, choć wyciskam i tylko kapie sylabami. Później przychodzi czas i myślę sobie pierdolę, choć po edycji śladu po tym nie zostaje. Buntuję się więc teraz i zostawię. Niech gadają.efrerfefsss

ewweewf

eeee

Baterie zresetowałam na działce. Kwintesencja polskości. Mały domek i grządki. Wypatrzyłam za liściem cukinię, w życiu takiej wielkiej nie widziałam. Szczaw ściełam nożyczkami, którymi czasem podcinam J. włosy. Zrobiliśmy z niego zupę ogórkową.

oiueiutyeuffffdo edycji zdjecfdfdfdfdwddede

Były zdjęcia w czereśniach, choć zrywałam z drabiny i jeszcze kwaśne. Chodzenie po trawie i grabienie igieł. Upał na zatoki, błogi skwar. W końcu to lato. W Londynie czeka ciepło odbijające się od samochodów i zimne piwo na rooftopach. Czeka J. i klima w pracy.

Lecimy samolotem. Strefa turbulencji. M. gra na komórce, ja gram w te literki. Koniec weekendu, wróciłam.

ssssssssssfffeeqqqq

eeeee