Jak mi się marzyły wakacje…Gdzieś w słońcu z M., gdzie podają dobrą kawę i soczyste oliwki, nad słoną wodą. Padło na Portugalię, bo tam sezon surferski. W dodatku kawę i ocean też mają.

Faro było naszym pierwszym przystankiem po drodze do Lagos, gdzie wynajęliśmy pokój na poddaszu z widokiem na miasto. W Faro powietrze pachniało solą morską, kiedy wysiedliśmy z samochodu, nie mogąc oderwać wzroku od zatoki,  która rozciągała się przez nami. Staliśmy tak zauroczeni przez dobrą chwilę.

Poszliśmy na spacer. Przeszliśmy bramą pod otaczającym stare miasto masywnymi murami. Obserwowaliśmy intensywne kolory odpadających tynków, stare okiennice, kwiaty i nieznane nam chwasty, które porosły przydomowe ogródki, koty, leniwie wygrzewające się na słońcu. W Faro świat był leniwy, w popołudniowym cieple włóczyliśmy się bez celu.

Najbardziej urzekły mnie ślady życia codziennego, skórzane babcine trzewiki przed lekko uchylony drzwiami dwupiętrowej kamieniczki,  suszące się wielokolorowe pranie, koledzy staruszkowie w kawiarni siedzący w ciszy przy espresso, obserwujący ulicę.

W końcu przyszła nasza kolej na leniuchowanie i ciszę, przerywaną jedynie odgłosem kroków i dźwiękiem migawki w aparacie.

12 11 10 9 8 7 6 5 4 3