Na bloga wiecznie za mało czasu. Chodzę do pracy i myślę, że przecież mam zdjęcia, które już leżą całe wieki, nie mówiąc o tekstach nieskończonych. Piszę wieczorami i na przerwach w pracy, edytuję w weekend. Czekam na wyjazd przed oczami mając wizję malutkiej kawiarnii, gdzie przy dobrej kawie usiądę w skupieniu i niespiesznie zacznę notować myśli, od czasu do czasu podnosząc głowę obserwując lokalnych przechodniów.

Więc dlaczego to tak nie działa? Podejrzewam w myślach, że coś ze mną jest nie tak. Jesteśmy w Tomar. Po drodze mijam dziesiątki kawiarnii idealnych, miejsc natchnionych, które wyglądają jakby już dziesiątki książek wyprodukowały. A ja siadam na kawę i jak akurat dźwigam laptopa, to razi słońce; co w sumie nie zdarza się często, bo kto o zdrowych zmysłach zabiera laptopa na plaże, tudzież na piesze wędrówki. Najczęściej impulsywnie wkładam go do auta i wożę jak głupia ze sobą. Może nie powinnam się przyznawać, bo teraz to ukradną…

Zresztą w Tomar wiele ciekawszych rzeczy, taki szary kot na przykład. Wdzięczy się na kostce brukowej. Tyle restauracji, aż zdecydować się nie możemy, bo wszystkie wydają się mieć podobne menu. Znajdujemy w końcu coś z dala od głównej ulicy, gdzie kelner mnie płynnie zagaduje po francusku, a ja równie płynnie dukam i zamawiam danie dnia. Tradycyjna zupa z warzyw smakuje wybornie.  I jak tu pisać?

4 DSC_0517 3DSC_0523 DSC_0527

Taka ta podróż krótka, szkoda mi dnia. Nie chcę chować się za monitorem, kiedy M. w skupieniu klika na komórce. W końcu mamy więcej czasu dla siebie, chcę rozmawiać, gapić się na ludzi, nie w monitor. W ciągu dnia tyle miejsc do zobaczenia, a że w świetle nocy przeobrażają się czasem nie do poznania, za dnia zwiedzanie się nie kończy. No i kiedy tu pisać?

Inaczej jest z robieniem zdjęć. Ostatnio diagnozowałam swojego bloga, chichocząc pod nosem, że mam bloga o rozdwojonej osobowości. W Londynie robię zdjęć mało, w Portugalii ile wlezie. Myślę, że to kwestia przestrzeni w głowie, którą daje mi każdy, nawet krótki wypad. DSC_0532 DSC_0539

2 DSC_0567

Na wyjazdach bloga piszę zdjęciami. Utrwalam rzeczywistość, żeby potem móc ją opisać. Posta zacząć mi niezwykle trudno bez takiej podkładki. Jestem wzrokowcem.

Myślę, że nie ma co się spinać. Raz na jakiś czas znajdzie się kawiarnia i ta chwila, moment, że natchnienie wpadnie. Czasem nawet na komórce w autobusie przyjdą słowa do głowy i spisuję je, dopóki nie zrobi mi się niedobrze. Ekran wszelaki i jazda czymkolwiek nie jest dla mnie zbyt przyjemna.

DSC_0553 1 DSC_0562DSC_0584

A jednak, magicznie post za postem pojawia się na blogu, nowe zdjęcia powstają z większości miejsc, do których jedziemy. Zdania piszą się ukradkiem, w sumie to sama nie wiem kiedy.

A Wy? Piszecie w podróży? Kiedy znajdujecie czas na bloga?