Było tak. Prawie nie pojechaliśmy, bo zgubiłam dowód.

Wieczorna rozmowa, pamiętam, że marudziam, że nie chce mi się pakować. Kończy się na stercie ciuchów i odrzucaniu ich jeden po drugim, bo przecież i tak nie ubiorę pięciu sukienek. Po ostatnim dźwiganiu plecaka, M. odmówił noszenia moich rzeczy, jeśli spakuję więcej niż potrzebuję.

O ironio, im więcej mam, tym więcej pakuję. W Azji nie miałam takiego problemu, 3 miesiące na minimalistycznej szafie złożonej z 8 części garderoby. Co najmniej jakbym się naczytała takich blogów, których istnienia wtedy nie znałam. Ach, słodkie czasy nieświadomości.

Wychodzę w piątek z pracy, spokojna. Przypominam sobie co M. powiedział próbując mnie uspokoić w trakcie pakowania, kiedy przerzucałam ubrania

– Ty się nie martw, weź dowód, reszty tak naprawdę nie potrzebujesz.

No i stoję przed pracą i coś mnie naszło. Zamiast spieszyć się na pociąg zaczęłam grzebać w plecaku i sprawdzać, co ja tam właściwie mam. Ale, że plecak bez dna, skończyło się na tym, że weszłam do pierwszej lepszej kawiarnii na Soho i rozwaliłam się z tym wszystkim na stoliku. Nie, żeby to był pierwszy raz.

Otwieram portfel, morze paragonów, kart, ale dowodu nie ma. Patrzę jeszcze raz, jakbym rozdawała karty. Tylko gram sama z sobą, i z czasem. Do samolotu zostało parę godzin.

Dzwonię do M.

-Wiem, że mówiłeś mi, że mam się nie martwić tym, że czegoś nie wezmę i miałam tylko wziąć dowód, ale… nie mam go w portfelu. Jesteś może w domu?

Był, i był na mnie zły. Rozkopał cały pokój w poszukiwaniu mojej przepustki do Portugalii.

– Po co ci tyle torebek, nie możesz mieć jednej. – Wiem, że mówił w złości.

– Zobacz jeszcze w tej zielonej kurtce, byłam w niej ostatnio w Portugalii. To ostatni raz, kiedy miałam dowód.

– Gdzie ta kurtka, która to?

– W szafie, no ta co w niej ostatnio byłam. – Chyba nie pamiętał.

Przez pokój przeszło tornado, ale dowód się nie znalazł.

Za to mój nowy paszport uratował cały wyjazd, bo pozwolili mi zmienić moje dane przez telefon. I polecieliśmy.

Portugalia kawa Portugalia kawa i kot Ariffana koty Portugaliakot Portugalia

Ostatnio w Portugalii odpadł nam zderzak, no może nie odpadł, ale latał, szczególnie przy 140-tu na autostradzie. J. jechała z tyłu i mówi, że jej coś tam majta. Zdębieliśmy.

Jechaliśmy na lotnisko. Świetny czas. Na lokalnej stacji benzynowej sympatyczny mechanik zadziałał klejem i taśmą i dojechaliśmy jakoś.

Wcześniej wbiliśmy się na jakąś wielką śrubę. Zauważyłam wychodząc z samochodu, że coś tam wystaje. Przez całą drogę do mechanika, M. nie przyznał się, że schodzi nam powietrze. Ale 5 euro załatwiło sprawę. ( z mechanikiem, nie ze mną).

Tym razem odbyło się bez takich przygód z samochodem. Aż dziwne. Bo nawet znamy mechanika, do którego możemy jechać, żeby ominąć koszty ubezpieczenia.

Za to stało się coś innego. Zniknął samochód.

Siedzimy sobie na plaży, zachód słońca, ściemnia się powoli, romantycznie i te sprawy, kiedy nagle M. odwraca wzrok na parking, patrzy na mnie i na parking i widzę, że coś jest nie tak. Nie ma naszego samochodu. Parking opustoszał, a nasze auto zniknęło z powierzchni ziemi.

Staramy się to zracjonalizować.

-Przecież to nie możliwe.

– Masz telefon do wypożyczalni?

– Telefony były w aucie.

– Zadzwonimy na policję.

– Przecież zamknęliśmy drzwi.

Jak ruszliśmy pędem przed siebie, aż się kurzyło. Wiecie, ciemno było, z daleka nic nie było wyraźnie widać. Okazało się, że to kwestia perspektywy, to że chodnik zaczynał się dalej niż nam się wydawało, i od dołu wygłądało to jak pusta przestrzeń.

Zastanawiamy się co się stanie z autem następnym razem.

Portugalia ocean moda

Portugalia ocean Portugalia plaza Portugalia i saw pictures Portugalia plaza

Portugalia ocean Ostatni dzień w naszym drewnianym domku. Pakujemy się. Brakuje jednego plecaka. M.

– Widziałam go w samochodzie, na siedzeniach z tyłu.

– Ja też. A wczoraj go szukałem nawet, ale nie było go tam. Stwierdziłem, że pewnie zanieśliśmy do domu.

– No tak, nosiliśmy przecież rzeczy. – Mówię ze stoickim spokojem, choć wiem, że to co nastąpi zaraz skomplikuje sprawy. – Czyli go nie ma?

-Cholera, no nie ma.

– Bo widzisz, pamiętasz na lotnisku, kiedy podawałam ci mój paszport, żebyś schował w bezpiecznym miejscu, bo ja gubię rzeczy i ty go wziąłeś i schowałeś do kieszonki plecaka tej na zamek…

– Tam był twój paszport? Czemu go nie wyciągnęłaś?

– Chciałam, ale nie umiałam znaleźć plecaka wczoraj…

Co było robić. Dokładnie w rozmowie przeszliśmy mentalnie przez wszystkie dni, wróciliśmy na plaże, do kawiarnii, w których piliśmy kawę, wypożyczalni desek i wymyślilśmy. Pamiętacie znikający samochód? Jak pognaliśmy sprawdzić co się stało.

Znajdując samochów, zgubiliśmy plecak.

Nasza praca detekstywistyczna została wynagrodzona, wszystko się znalazło.
Portugalia ocean Portugalia ocean Portugalia ocean Portugalia ocean Portugalia ocean

Zmienili nam godziny lotu. Wiedzieliśmy o tym od dawna, zbombardowali nas mailami.

Stojąc w kolejce do odprawy, usłyszeliśmy komunikat, że lot do Londynu Stansted zaraz odlatuje.

Nie mogliśmy za dużo zrobić jak przestać swoje w kolejce i sprawdzić po drugiej stronie tablice z informacją.

Jaki to zbieg okoliczności, że w to samo miejsce leciały w ten sam dzień dwa samoloty w odstępnie dwóch godzin. Nasz na całe szczęście odleciał o czasie.

***

Jabyście byli ciekawi to plecak pochodzi z najnowszej kolekcji panatoszycie.com, a mój wilk z napisem I SAW PICTURES został ręcznie zrobiony przez Marię z OM jewellerydesign