Dominował niebieski przez filtr okularów. To był nasz ostatni dzień. Odpoczywaliśmy pod rozgrzanym niebem Peniche, gdzie morze zastygło i tylko leniwie przeciągało się w upale.

Cały tydzień upłynął na oglądaniu portugalskich domów. Polecam każdemu, nawet jeśli nie planujecie przeprowadzki. Wystarczy, że umówicie się na oglądanie paru wcześniej w miejscu, do którego wybieracie się na wakacje i gwarantuję, że poznacie okolicę z zupełnie innej strony. Nie mówiąc o wnętrzach starych, tradycyjnych domów i ich mieszkańcach. Taki nowy rodzaj lokalnej turystyki.

W cztery dni zobaczyliśmy około 12 domów. Wszystko zależy od budżetu i od tego co się znajdzie w internecie. Ja szukałam dokładnie i długo, wiadomo, im mniejszy budżet tym bardziej trzeba kombinować, żeby znaleźć coś, co się będzie nadawać. Z ludźmi umówiłam się jeszcze z Londynu, spodziewałam się sprzedawców w garniturach, a poznałam inspirujące kobiety, które zrealizowały swoje marzenia.DSC_0708

DSC_0728a

DSC_0701

do edycji zdjec

A jakie jest moje marzenie? Mieć swoje miejsce, gdzieś na portugalskiej ziemi, wraz z przyjaciółmi. Domek otoczony przyrodą, gdzie przyjeżdżać będą goście na świeżą lemoniadę z ogrodowych cytryn, kąpiele w pobliskim jeziorze i wieczory wśród zaproszonych artystów, którzy wieczorem będą grać swoje piosenki na drewnianej scenie w ogrodzie z widokiem na góry.

Miejsce, gdzie stanie moje pianino, którego nie ma w Londynie, bo z nim się przeprowadzać jakoś nie wyszło; gdzie będzie rozbrzmiewać gramofon J. przy stukocie maszyny do szycia. Gdzie może się uda, zorganizować program rezydencji dla artystów… Siedzibę główną naszego magazynu Buzzujemy.com

Domek, który będzie mój, będzie nasz i nawet jak wyjedziemy w podróż dookoła świata na kilka lat, to będzie stał i na nas czekał. Gdzie M. będzie mógł surfować, kiedy mu się będzie żywnie podobało, bo wystarczy, że wsiądzie w samochód ze swoją deską i pojedzie nad ocean. Gdzie będziemy móc uciekać z mieszkania w mieście. Miejsce, które będziemy nazywać domem, nawet jeśli zdecydujemy się być gdzieś indziej.

I domek się znalazł! Kiedy stanęłam na jego podwórku poczułam coś, czego nie czułam oglądając żaden poprzedni. Jakby wizja w głowie znalazła ujście w rzeczywistości. Oczami wyobraźni widziałam tę drewnianą scenę, zerwałam nawet cytrynę z drzewa i przywiozłam ją J. do Londynu. Dom wymaga dużo pracy, ale tak to jest z marzeniami. Od czegoś trzeba zacząć.

A teraz czekam. Na papiery od prawnika i na cały biurokratyczny proces, żeby się wreszcie zakończył, żeby nie wyszły jakieś problemy i żebym mogła nazwać go naszym. I nawet jeśli zrealizowanie tego marzenia zajmie lata, to i tak będzie to wcześniej niż na emeryturze!

DSC_0721

c

20160716_142004 20160716_142820 ee

DSC_0712