Cieszy mnie kultura samoświadomości, udoskonalania się i próby zrozumienia tego co się dzieje w naszej głowie, ale zrobiliśmy z tego parodię na patyku. Zamiast lodów, chodzimy z telefonami i dokumentujemy nie miejsca, a naszą w nich obecność. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że doprowadziliśmy to znowu do skrajności, kultura selfie…

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, kiedy kręcąc się po starej portugalskiej dzielnicy zauważyłam parę wakacyjnie ubranych plażowiczów wspinających się małymi uliczkami, dokumentującą swoje sapanie. Mężczyzna dzielnie wyciągał rękę do przodu z plastikowym patykiem, na którego końcu widniał telefon; chciałam zasugerować, żeby zmienił rękę, zawsze jakieś ćwiczenia. Telefon był obrócony nie w stronę świata, rejestrował ich spocone twarze w HD.

Selfie to nowe lustro

Kiedy ostatni raz zrobiłeś sobie zdjęcie? Kiedy popatrzyłaś w komórkę, żeby sprawdzić, czy ten zbyt wcześnie rano położony makijaż jeszcze nie spłynął w 30 stopniowym upale? Ja dzisiaj rano w metrze, w odbiciu komórki sprawdzałam czy  czasem nie rozmazała mi się kredka do ust.

Do lustra robimy dziwne miny, poznajemy się, dziwimy, że wyglądamy tak a nie inaczej. Jesteśmy jak dziecko w teorii Lacana, które widzi siebie po raz pierwszy w lustrze. Przed tym pierwszym spojrzeniem, dziecko nie postrzega siebie jako ‚ja’, czuje się ‚pokawałkowane’. Dopiero w odbiciu, refleksji pojawia się tożsamość, pojawia się idea ciała jako całości. Ale też utożsamienie się z odbiciem, z wykreowanym obrazem naszego ja; tworzy się ego, następuje kreacja. Tak sam robimy z selfie. Każde kolejne jest zapisem odbicia lustrzanego.

Intymność na tacy

Kiedy najlepiej robi się Wam selfie? Czyżby wtedy, kiedy jesteście sami, kiedy nie musicie się wstydzić min, poprawiania włosów, żeby wyglądały korzystniej? Ciekawe, bo im intymniej tym lepiej, można zrobić 15 i wybrać to najlepsze. W końcu będziemy kreować wizerunek w sieci. Mnie zastanawia ten paradoks, intymność wystawiona na tacy. Robimy selfie, kiedy jesteśmy sami, żeby potem pokazać je całemu światu.

A na wakacjach, kiedy dookoła dzieje się świat, odwracamy aparaty w naszą stronę. Kultura selfie ewoluuje w czasie urlopu.

Telefony na patyku

Na ulicy obok, niedaleko mojej pracy można je kupić za parę funtów. Sprzedają je obok kubków z Big Benem i podróbek Ray Banów. Patyk został ochrzczony nową pamiątką z wakacji.

Nie wiem, może nie rozumiem. Wygodne, dłuższe niż ręka, na pewno sprawdzają się w różnych warunkach. Ale ich nie trawię, kojarzą mi się bardzo z azjatyckimi, ale nie tylko turystami, nową modą, bezmyślnym odwracaniem kamery na siebie.

Hipokryzja z mojej strony? Nie wiem, może. Ale patyka nie mam, to jakoś krok za daleko, pół metra za długo.

Widziałam niedawno krążący w necie obrazek butów, w które można włożyć telefon, noga do góry i pstryk, selfie z nogi. I wiecie co, uwierzyłam…

  • Masz rację. Mimo, że o selfie się czasami pokuszę, to do patyków mam takie samo obrzydzenie. Kojarzą mi się z grupą Japończyków zwiedzających i fotografujących wszystko, co się da.