Najszybciej Lizbonę zobaczyć można z drewnianego tramwaju. Jazda rodem z wesołego miasteczka! Przejeżdża on brukowanymi uliczkami, aż przy stromych przyzamkowych rejonach zamiera serce, kiedy rozpędzona kolejka zjeżdża z piskiem po wąskich torach. Tak wypatrzymy większość atrakcji Lizbony.

Warto jest wysiąść w okolicy zamku i pogubić się w tym fascynującym labiryncie kamienic. Tarasy z widokiem na miasto, małe pastelarnie z kawą pachnące pastel de nata – tradycyjnym slodkim wypiekiem, ukryte skwery wieczorem pełne podchmielonych studentów, koncerty na schodach, lawina graffiti. Lizbona tym oddycha, a my gwałtownie z nią, szczególnie wdrapując się do naszego lizbońskiego mieszkania na wzgórzu.

W poszukiwaniu tanich trunków i wieczornego gwaru podpitych spalonych słońcem turystów, wiecznych studentów i błąkających się kotów zawitaliśmy na Bairro Alto. Maciek nie wyczuł subtelnej różnicy między piwem za symboliczne euro (choć sangrii za euro nie potrafiłam przełknąć) a piwem za trzy wypitym w restauracji na kamiennych schodach. Mnie piwo też ochłodziło, tylko wylane mi na plecy przez rechoczącego Francuza siedzącego poziom wyżej.

Żeby zjeść najtaniej wychodzą lokalne bary serwujące robotnicze, ale przyzwoite jedzenie. Kawa najczęściej wliczona w cenę, zawsze świeżo parzona. Natomiast dla szukających wrażeń polecam chińską knajpę, nielegalnie prowadzoną przez przedsiębiorcze Chinki. Ku naszemu zdziwieniu spytano nas o rezerwację, której oczywiście nie mieliśmy, ale zostaliśmy wciśnięci pomiędzy rozgrzanych Portugalczyków. Jeżeli chcecie zawitać do tej restauracji serwującej autentyczne i tanie jedzenie (koło 5 euro) pokręćcie się po Alfamie, najstarszej dzielnicy Lizbony i spytajcie lokalnego o drogę. Ta nielegalna knajpa jest wszystkim bardzo dobrze znana.

Pojechaliśmy też nad ocean do lokalnego Cascais (koło 40 min pociągiem) które mimo, że same w sobie nie ciekawe, jest idealnym miejscem dla początkujących surferów. Wypożyczenie deski z pianką na pół dnia kosztowało nas 20 euro. Druga nadmorska miejscowość, którą odwiedziliśmy – Costa de Caparica – była o wiele bardziej malownicza, jadąc przejeżdża się przed wielki most rodem z San Francisco i obok masywnego pomnika Jezusa z Rio de Janeiro. Podobno jak pójdzie się wzdłuż plaży dojdzie się do stromych klifów i jeziora, ale w tym upale ciężko było się gdzieś ruszyć. Ale eksplorować jest co!

Najważniejsze – odpoczęłam i to jeszcze w tak magicznym miejscu. Gwar ulicy z Londynu zastąpiły rozmowy sąsiadów na podwórku, gwar uspokajał, a stara kamienica koiła cieniem. Nasza chińska dzielnica w Portugalii do złudzenia przypominała nam Makao, gdzie z taka pasją zajadaliśmy się ciasteczkami po 3 miesiącach tułaczki azjatyckiej podziwiając atrakcje turystyczne. Wracamy, nie w tym roku, ale wracamy na pewno i to najchętniej do tego samego mieszkanka, w którym oboje się zakochaliśmy. A poniżej parę zdjęć, już wspomnień.

Lizbona atrakcje turystyczne:

1. Punkt widokowy Sao Pedro de Alcantara i całe Bairro Alto

2. Dzielnica Chiado

3. Dzielnica Belem

Tutaj znajdziecie szczegółowe informacje o zwiedzaniu Lizbony.

na ulicach Lizbony

Panorama Lizbony

ulica w Lizbonie

ulica w Lizbonie tramwaj

uliczki w Lizbonie

Chińska dzielnica w Lizbonie

zachód słońca Lizbona

na plaży koło Lizbony

plaża Portugalia

Rybacy w Portugalii

Aga w Lizbonie