W Lizbonie lało. Przyjechaliśmy do słońca, ale wychodziło ono tylko jak miało kaprys. Znaczy i tak było cudnie, mogę żyć szczęśliwie na portugalskiej kawie i pastel de nata nawet w deszczu.

Na szczęście koło nas też mamy kawiarnię. Taką malutka z czterema stolikami, lodówką na lody na patyku i kawą idealną. Wystarczy zejść ze wzgórza kamienną ścieżką do głównej drogi. W przyszłości planujemy wbić w ziemię małe drewniane znaki prowadzące do kawiarni, sklepiku i SPA w naszym ogrodzie.

O poranku do kawiarni schodzi się cała wioska, spotkaliśmy nawet dwie starsze Angielki. Rozgadały się uroczo i zaprosiły na herbatę jak będziemy następnym razem… Skończyło się na tym, że cała wioska wie, który to nasz dom. Choć ja myślę, że wiedzieli już od dawna. Przywitali nas ciepło i od razu poczuliśmy się jak u siebie.

Zdjęć z domku nie mamy dużo, bo w tym deszczu ciężko było się brać za sesje fotograficzne. Padało cały tydzień, z przerwani. Rozbiliśmy namiot w jednym z pokoi, co wyglądało kosmicznie, ale spełniło swoją grzewczą rolę.

Magicznie było chodzić po deskach naszego domu, otwierać stare okna i wpuszczać do pomieszczeń świeże powietrze. Mieliśmy ściągnąć dachówki z walącego się dachu stodoły, ale w ulewie nie było to możliwe. Posegregowaliśmy za to meble, zostawiając te, które chcemy odrestaurować w przyszłości. Zachowaliśmy ramy do łóżek, drewniane szafki nocne, komodę i kuchenny stół.

Największym krokiem do przodu było spotkanie z ekipą remontową. Davidem, z którym już rozmawiałam przez maile, ogrodnikiem, który przeprowadził się ponad 10 lat temu do Portugalii i podczas remontu swojego domu poznał Pedro, inżyniera. Założyli firmę, która specjalizuje się w starych portugalskich domach. Te nowoczesne ich nie interesują.

Spotkanie trwało dobre parę godzin, pokazaliśmy im cały dom i podwórko, a oni opowiedzieli nam na czym remont będzie polegać dokładnie, na podstawie przygotowanych wcześniej wytycznych, które wymienialiśmy mailowo. Załatwiliśmy wszystko po portugalsku przy kawie… w naszej kawiarni.

Jestem bardzo podekscytowana, bo w lutym zaczyna się remont generalny – zmiana dachu i konstrukcji go podtrzymującej, zdarcie tynku ze ścian zewnętrznych, zabezpieczenie pięknego kamienia, z którego zbudowane są ściany (planujemy go odsłonić w środku w paru miejscach) i pokrycie wszystkiego świeżą zabezpieczającą warstwą, zabezpieczenie ścian domu przed wodą i 1 metr wgłąb plus system odpływu wody i szambo. Od tego zaczynamy naszą remontową przygodę.

Po tym pierwszym etapie dom będzie zabezpieczony, stabilny i gotowy na kolejne kroki: kanalizację, remont parteru, który chcemy przeznaczyć dla naszych gości i zbudować tam dwa przytulne apartamenty z łazienkami i osobnymi wyjściami na drewniany taras, a później góry, dla nas!