Poznałyśmy się niedawno w Londynie. Z kawy zrobiło się wyjście na piwo i nocne zwiedzanie Shoreditch. Zapytałam Martę z marta.ninja o jej Londyn i planowaną podróż dookoła świata.

I SAW PICTURES: Już chwilę mieszkasz w Londynie, jak wyglądał twój przyjazd?

MARTA.NINJA: Tak się składa, że zawsze chciałam mieszkać w Londynie, a w zasadzie tu wrócić, bo już wcześniej w czasie studiów przyjeżdżałam do Londynu pracować.

Pewnego dnia stwierdziłam, że już nie chcę dłużej czekać, po czym chyba tydzień później ktoś z londyńskiego oddziału mojej korporacji zadzwonił, że szukają osoby z językiem polskim. Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać.

Mój chłopak rzucił pracę, co się dało sprzedaliśmy na allegro, resztę spakowaliśmy do samochodu i… mieszkamy w Londynie już 19 miesięcy.

I SAW PICTURES: Dobrze wam się mieszka w angielskiej stolicy?

MARTA.NINJA: Tak, bardzo szybko się zaaklimatyzowaliśmy i pokochaliśmy to miasto.

I SAW PICTURES: Londyn jest bardzo różnorodny, niektórzy skarżą się na wysokie czynsze i zanieczyszczenie, niedobre jedzenie, inni mówią, że to miasto sztuki i samorealizacji…

MARTA.NINJA: To jest super temat do długich rozmów!

Mieszkania są drogie, to prawda, ale nie są droższe w kontekście zarobków od tych w Warszawie. W Polsce przeznaczałam na mieszkanie znacznie większy procent swojej pensji, dlatego nie narzekam.

Londyn daje tyle możliwości rozwoju, pracy, że to wszystko z naddatkiem rekompensuje pewne niedogodności. Przeprowadzka do Londynu dała mi poczucie, że mogę robić w życiu co mi się żywnie podoba, a jedyną barierą są moje własne ograniczenia. To z kolei spowodowało, że moje spojrzenie na świat ewoluowało, wszystko wydaje się prostsze i w zasięgu ręki.

Jedyne co mi rzeczywiście dokucza to zanieczyszczenie, bo od kiedy przeprowadziliśmy się do Londynu, oboje mamy alergię. Z tego powodu między innymi zmienilismy mieszkanie, aby być dalej od centrum. Jeśli zaś chodzi o jedzenie to jestem pewna, że się ze mną zgodzisz, że to jeden z najbardziej krzywdzących stereotypów.

I SAW PICTURES: To na pewno, początkowo myślałam, że tu się tylko jada mrożonki z Iceland’a, kiedy przyjechałam na studia jak miałam 18 lat, ale szybko zmieniłam zdanie.

Marta Ninja. Portrety polskich blogerów

I SAW PICTURES:  Jesteś psychologiem z wykształcenia, nie ciągnie cię do zawodu?

MARTA.NINJA: Bardzo, ale to bardzo chciałabym kiedyś pracować w zawodzie. Trochę działam w tym kierunku, wiele działań które teraz podejmuję, długodystansowo, mają mi umożliwić pracę psychoterapeuty.

Problem jest taki, że ja bardzo chcę wiele rzeczy – wyjechać w długą podróż, pracę która pozwoli mi na ową podróż odkładać, mieć swoją firmę, bloga… żeby nie oszaleć musiałam ustalić priorytety i się na nich skupić.

Przez jakiś czas robiłam też coaching kariery podopiecznym fundacji, z którą współpracowałam, ale to nie jest do końca to czego bym chciała.

Marta Ninja. Portrety polskich blogerów

I SAW PICTURES: Ja też tak mam, że biorę się za milion rzeczy naraz, ale wtedy jest szansa, że jakaś z nich wyjdzie.

Wracając do bloga, którego prowadzisz jest tam i psychologia i podróże – jak byś zdefiniowała swojego bloga?

MARTA.NINJA: Prawdę mówiąc, kiedy zakładałam marta.ninja nie chciałam się ograniczać tematycznie, dlatego nazwa miała być neutralna.

Może to wyglądać trochę jak mydło i powidło, ale potrzebowałam i wciąż potrzebuję czasu na rozpoznanie swojego stylu. Szukam swojego głosu jako podróżujący psycholog.

Moja ostatnia relacja z Tel Awiwu, gdzie oprócz informacji praktycznych, napisałam też tekst o Izraelczykach, co ich boli i jak wygląda ich życie na co dzień, to jest kierunek w którym chcę podążać.

Marta Ninja. Portrety polskich blogerów

I SAW PICTURES: Planujesz podróż dookoła świata, na pewno będziesz miała wiele okazji do pisania takich tekstów! Znasz już waszą trasę?

MARTA.NINJA: Nadal nie zdecydowaliśmy, kiedy zaczniemy naszą podróż, wiemy tylko że w okolicy II kwartału. Z całą pewnością nie będziemy planować całej trasy, ani kupować biletów lotniczych na parę miesięcy do przodu, bo chcemy się dać ponieść tej podróży, zobaczyć dokąd nas zaprowadzi.

Czekam bardzo na tem moment, kiedy bilet w jedną stronę wyląduje w mojej skrzynce pocztowej! Na pewno będę świętować.

I SAW PICTURES: A ten bilet w jedną stronę, gdzie was zabierze? Masz jakieś oczekiwania wobec tej podróży?

MARTA.NINJA: W finale są USA, Kanada, Australia i Nowa Zelandia, miejsca w których jeszcze nie byliśmy, kompletnie nieznane światy.

Staram się jak najmniej oczekiwać, wymagać i chcieć od tej podróży, bardzo chciałabym móc jej się poddać, natomiast nie wiem czy moja praktyczna natura to zniesie.

Planuję natmiast testować swoje granice, mierzyć się ze strachem i rozciągać strefę komfortu. Jedno wiem na pewno – nie będziemy nigdzie gonić z potem na czole i przewodnikiem w ręce.

I SAW PICTURES: Macie dużo czasu, żeby się nie spieszyć. A po powrocie? O tym zwykle się nie wspomina, ale wiele osób ma wielkie oczekiwania wobec takich wyjazdów – zmiana samego siebie itd – a po powrocie zderza się z rzeczywistością. Myślałaś jak to będzie po powrocie?

MARTA.NINJA: Nie oczekuję żadnej wielkiej zmiany, bo od tego jest terapia, a nie podróż.

Jedziemy z otwartymi głowami, może nam się zdarzyć dłuższy przystanek po drodze, a może wrócimy wcześniej bo będziemy tęsknić za stałym adresem? Nie jesteśmy też jeszcze pewni do którego kraju wrócimy mieszkać.

Zdjęcia pochodzą z Instagrama Marty – https://instagram.com/marta.ninja/