Masywne ulice, potężne budowle. Rosja… Ha, nie. Budapeszt. Za dużo Stasiuka się naczytałam, że mi się to tak kojarzy. Z flaszką wódki nikogo w końcu nie widać. K. właśnie wróciła z Rosji i mówi, że straszny smog. A to niby Londyn taki zanieczyszczony.

Bardziej jakaś Turcja, przez te ornamenty. Robi wrażenie, od razu. No, może nie przy lotnisku… Jak Kraków, jak Warszawa… zaczyna się wyliczanka. Porównuję do tego, co znam. Tak jak dla J. wszędzie jest Kraków i Alaska. Tę drugą zna (na razie) tylko z seriali.

Jedziemy taksówką z lotniska i gapimy się przez okno. Jednym okiem zerkam na licznik, tak na wszelki wypadek. Mam traumę po wietnamskiej taksówce z najszybciej wirującym licznikiem na świecie.

Jest ciemno i w sumie to za dużo nie widać. Dlatego nie zauważamy jeszcze sztuki ulicznej, tak samo potężnej jak główne ulice. Wszechobecna, zachwyca nas na drugi dzień, kiedy to nieśpiesznie przemierzamy ulice w poszukiwaniu hipsterskiej dzielnicy. To, że nie lubię muzeów, to nie tajemnica. Najbardziej w miastach lubię spacery (i kawę), obserwować zwykłych ludzi i dzielnice, gdzie się tworzy i imprezuje. Zupełnie szczerze, zwiedziliśmy tylko skrawek miasta. Ale za to jaki.
DSC_1360-3

DSC_1361-2jrf1DSC_1324-2fghjk

Jeżdżą tramwaje. Czekamy na Ju. koło pętli. Zatrzymała się w mieszkaniu Zyty. W bloku z meblami jak w PRL-u. Jeszcze niewymienione. Mieszkanie czeka na remont i dorosłe życie Zyty. Będziemy spać na pomarańczowej kanapie zaraz przed wylotem. Ju. znam ze studiów, hiszpańska krew. Wiem, że po mieście krąży jeszcze paru znajomych. Zjechaliśmy się wszyscy na polsko-węgierski ślub.

Siedzimy na dużym skrzyżowaniu, przyczajeni na murku. Tłum bezdomnych koczuje na ławkach obok. Z malutkiego głośnika na chodniku ryczy kobiecy głos; religia albo polityka, kwituje M. Pani ma obstawę, dwóch dresów krąży wokół jej stanowiska skutecznie demotywując wszystkich mających inne poglądy.eeeDSC_1205 DSC_1203

Hala targowa, a przed nią pan z zielonym koszykiem i bukietem kwiatów. W sumie to poręcznie tak sobie na zakupy iść, siatka się nie ugina pod ciężarem zakupów… Ciekawe skąd go wyniósł?

Na ulicach tak polsko (i to nie przez ten koszyk). To pewnie wina kamienic i podobnych gustów reklamowych. Czuje się, że to miasto kipi, kwitnie. Kolory życia podobne.

Przez przypadek trafiamy na komunę artystyczną w piwnicy. Wygląda jak knajpa. M. schodzi eksplorować zachęcony znakiem ‚wejść’. Spędzamy tam dobrą godzinę rozmawiając z ludźmi, oglądając obrazy, robiąc zdjęcia. Zresztą, zobaczycie niedługo na Buzzujemy, bo warto temu miejscu poświęcić oddzielny wpis.
11 DSC_1191 DSC_1194DSC_1321-310

Szimpla to klasyk. Zresztą tak jak cała ulica i porozrzucane w mieście zrujnowane puby. Ulica Kazinczy i jej okolice to był gwóźdź naszego węgierskiego programu. Te ogródki ze świetnym ulicznym jedzeniem, tanie piwo, przyjazny klimat. I dużo turystów, tudzież lokalnych obcokrajowców. Ale ja tam ich nie winię. Też bym tam przesiadywała codziennie.

DSC_1306-2 DSC_0080 DSC_0063 DSC_0004-3kjhgc DSC_0053 DSC_0003-3 DSC_0082 DSC_1308-29 8 7

Weszliśmy do bramy, jak to my, zawsze pchamy się tam, gdzie nie trzeba. No, ale taka kamienica, szkoda ominąć. Zauroczyło nas światło na klatce schodowej. Robimy zdjęcia, przechodzi nawet staruszka, ale nie mam serca zrobić jej zdjęcia. Panowie w niebieskich ogrodniczkach wynoszą meble, a za nami zamieszanie, ktoś na rowerze macha i wyraźnie do nas woła. Już sobie myślę, oho, i trzeba się było pchać. Ale nie, on pokazuje M. kolejne kamienice w okolicy na mapie w komórce i odjeżdża uśmiechnięty. Też lubi robić zdjęcia.DSC_1215222 12DSC_0025DSC_1216

 

Jeśli szukacie noclegu w Budapeszcie polecam przeszukać hotele i hostele na poniższej wyszukiwarce – wyszukuje ona wśród wyszukiwarek – można czasem znaleźć naprawdę tanie / fajne miejsca.