Ostatnio mi nie idzie. Milion myśli w głowie, kalendarz zapisany. Łażę tylko po kawiarniach i robię zdjęcia.

Daliście mi sporo fajnych pomysłów na Facebooku, kiedy w odpowiedzi na pytanie konkursowe posypały się sugestie. Problemów z tematami nie mam, jest ich miliony. A teraz na dodatek wiem, o czym Wy chcielibyście przeczytać. Chodzi o ten cholerny czas stracony na piciu kawy.

Ale kto by się tam przejmował, jaki to genialny pretekst do odwiedzania pięknie umeblowanych, przytulnych, pachnących świeżym ciastem pokoi w najciekawszych zakątkach Londynu. Długo mnie nie trzeba przekonywać, ba wystarczy tylko powiedzieć, kawa?

Pierwsze słowa z ust J. w sobotę rano to aguniu, idziemy na kawę? Kawa z C. w pracy to jak święto, mamy maszynkę, która huczy i buczy, ale pluje kofeiną. Rytuał przy śniadaniu z M., owsianka, kawa i polskie jagody.

Co ciekawe moja kawa stopniowo zmienia kolor. Z lekkiego koloru przechodzącego w biel, ciemnieje, starzeje się, nabiera charakteru, całkiem jak jej właścicielka, ale to już inna historia.

Jednym z miejsc, gdzie kawą się delektuję, szczególnie, kiedy nie kapie na głowę i można usiąść w pięknym ogródku z tyłu, jest The Coffee Works project. Kawiarnia umeblowana idealnie, czyli drewno, cegła i biel, nawet wygrała kawowe nagrody. A lubię ich bo wspierają lokalnych piekarzy i w przeciwieństwie do mnie, coś o kawie wiedzą.

The CoffeeWorks Project, 96-98 High Street, Islington, N1 8EG
13

2