Rozmawiam z Bryony, twórczynią pięknego In Clover, który najchętniej powiesiłabym na ścianie i oprawiła w ramę. I czytała do poduszki każdego dnia, żeby mi przypominał o co tak naprawę w życiu chodzi – o szczęście.

I SAW PICTURES: In Clover to jeden z pierwszych magazynów, które odkryłam w UK i w którym się zadurzyłam. Jaką drogę przebyłaś od bycia studentem mody do miejsca, w którym znajdujesz się teraz – mieszkania w Kornwalii i prowadzenia jednego z najbardziej popularnych niezależnych magazynów w UK.

 
BRYONY: Pochodzę z Devon, a moim rodzice przeprowadzili się do Kornwalii, kiedy miałam dwa latka. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo pokochałam Kornwalię dopóki nie wyjechałam.
 
Wychowując się w Kornwalii myślałam, że to miejsce mnie ogranicza, uciekałam więc czytając różne gazety i marzyłam o życiu w mieście. Spontanicznie zaaplikowałam na jeden kierunek – dziennikarstwo ze specjalizacją moda (Fashion Journalism) na uniwerku. Po rozmowie kwalifikacyjnej dostałam miejsce na pierwszym roku, dowiedziałam się, kiedy wyjechałam podróżować i nie wiedząc co innego ze sobą zrobić, zaakceptowałam ofertę uniwerku.
 
Kiedy zaczęłam studia zorientowałam się, że kocham dziennikarstwo, ale moda mnie nie porwała. Przez to, że marzyłam o tym tam długo, moje oczekiwania nie mogły się równać rzeczywistości, która okazała się mniej ekscytująca niż bym chciałam.
 
In Clover był moim dyplomem, który oblałam zresztą, bo nie zawierał wystarczająco dużo materiałów o modzie. Ale się uparłam, wierząc, że jest miejsce na rynku na In Clover. Zostaliśmy wypatrzeni przez Conde Nast (grupa wydawnicza), udoskonaliliśmy gazetę i zajęliśmy się dystrybucją.
 
To był dla mnie naturalny krok, żeby wrócić do Kornwalii, bardzo mi miło, że uważasz nas za popularną publikację! Jesteśmy grupą trzech osób, ja mieszkam w Penzance, Alice w Londynie, a Olivia w Manchesterze. Mieszkałyśmy razem na uniwerku, bez pomocy dziewczyn nie byłabym w stanie stworzyć tego magazynu.
 
Mam mieszkanie i studio w Penzance, egzemplarze zamówione na naszej stronie wysyłam właśnie stąd i jest to piękna jasna przestrzeń, gdzie pracuję, odpowiadam na maile i szukam ludzi, z którymi chciałabym współpracować, albo o których chciałabym napisać.
Screen Shot 2015-10-12 at 23.38.29
 
I SAW PICTURES: Skąd czerpiesz inspirację na In Clover?
 
BRYONY: In Clover jest inspirowane życiem w Kornwalii. Jest tutaj niesamowita społeczność artystów, którzy chcieli mieć możliwości jakie daje miasto, ale chcieli być bliżej domu. Wszyscy są przyjaźni i pomocni, mają ciekawe historie i talenty, chciałam, żeby mój magazyn był piękny, ale też żeby skupiał się na ludziach, którzy oferują nam swoje talenty. Im więcej rozmawiasz z ludźmi, tym więcej głębi odkryjesz w ich pracach.
 
I SAW PICTURES: Uwielbiam to jak każdy numer się rozwija, ile inspirujących historii zawiera i też przepięknych prac – każdy egzemplarz mógłby być unikalną publikacją, jak książka. Co wpłynęło na obecny kształt magazynu pod względem treści i struktury?
 
BRYONY: Design zawdzięczam Olivii. Ona rozumiała, że magazyn nie jest po to, żeby sprzedawać produkty, ale żeby dzielić się historiami. Pozwoliło jej to pozbyć się wszystkich niepotrzebnych elementów publikacji i zostawić tylko najważniejszą treść, która mamy nadzieję zaintryguje ludzi.
 
Nie robimy planów składu, Olivia po prostu przestawia wszystko, układa i dokłada, kiedy trzeba. Bycie niezależnym magazynem daje kompletną wolność artystyczną. Myślę, że nie zdawałyśmy sobie sprawy, dopiero po druku pierwszego numeru, że wyjdzie on dosyć książkowy. Ale cieszę się z tego, jest też dosyć ciężki i wybieramy dobrej jakości papier, co na pewno pogłębia estetyczne wrażenie.
efgerg ergerg
 
I SAW PICTURES: Czy motto In Clover, „W stanie dobrobytu; szczęśliwy i zadowolony” opisuje twoje życie, miejsce w którym chciałabyś się znaleźć? Myślisz, że to trudna podróż?

 

BRYONY: Na pewno chciałabym tak żyć, ale nigdy tak do końca nie jest. Od kiedy znalazłam się w Kornwalii zdałam sobie sprawę, że bycie szczęśliwą jest ważniejsze od zmuszania siebie do pracy, której nie chcę wykonywać, w mieście, w którym nie chcę mieszkać.
 
I moje studio i mieszkanie mają okna na morze, jest to coś specjalnego i powoduje, że czuję się szczęśliwa. Teraz mam więcej czasu na gotowanie i spędzanie go na robieniu rzeczy, które sprawiają mi przyjemność z rodziną i przyjaciółmi.
 
Nie łatwo jest zrobić krok do tyłu i zwolnić, przy opinii, że trzeba gonić za pieniądzem, że musisz wiele zarabiać, żeby być szczęśliwym – nie uważam, żeby to była prawda. Jeżeli robisz rzeczy, które mają pozytywny wpływ na ludzi, próbujesz robić coś dobrego, jest wiele innych możliwości.
 
Życie w wolniejszym tempie może się wydawać mało ambitne, ale ja wolę mieć czas na zastanowienie się w którą stronę zmierzam. Inaczej miotam się w pracy, zawodzie, mieście, związku, w którym nie chce być, z którego chcę uciec. Myślę, że najważniejsze to nie bać się gonić za tym, co uczyni nas szczęśliwym i ignorować wszystkich, którzy próbują nas zatrzymać.
(wywiad przetłumaczyłam z angielskiego)

 

KONKURS
Mam dla Was do wygrania 2 egzemplarze magazynu – tutaj LINK do konkursu