Żeby pojechać na spacer nad Tamizą trzeba najpierw spędzić trochę czasu w środkach transportu. Chyba, że się tam mieszka. Nad Tamizą znaczy. Taki premier na przykład, wystarczy, że wyjdzie z domu, przejdzie dwie przecznice i jest nad rzeką. Ten to ma dobrze.

Normalny człowiek wsiada do czerwonego autobusu, a później metra, czeka 40 minut, aż postawi nogę na powierzchni, tam gdzie chciał iść na spacer. Po takiej przejażdżce może się już odechcieć chodzić gdziekolwiek. Bez kawy się nie obejdzie, trzeba być twardym i choć ten jeden kubek wypić.

Turyści wybierają się tam obowiązkowo, ale mieszkańcy Londynu już niekoniecznie. Za każdym razem jak przejdę na południową stronę Londynu – bo mieszkam na północnej i to południe to taki trochę już nie-Londyn, choć mają tam London Eye, a to coś w końcu znaczy-  czuję się bardzo daleko od domu. Tak daleko, jak ta dygresja w tym zdaniu.

Pomimo tego, w niedziele postanowiliśmy przejechać się nad Tamizę. Zresztą na tym blogu to chyba jeszcze nie było zdjęć London Eye, Big Bena i Tower Bridge! Same kawiarnie, jakieś hipsterkie takie, a zabytków nie ma. No to już są.

Była to też dobra okazja, do przetestowania mojej nowej torby od Panato Szycie, uszytej rękami D. <3 Trudno się nie zgodzić, że żółty akcent na zdjęciach poniżej nie wygląda fajne. Idealna na sesje zdjęciowe, mówię Wam.
spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą spacer nad Tamiząspacer nad Tamizą Zrobiliśmy mały detour, poszliśmy na Downing Street na herbatkę do premiera zobaczyć, czy jeszcze ktoś protestuje z powodu (tutaj można wybierać dowolnie):

  • złego traktowania młodych lekarzy
  • zostawania w EU / wychodzenia z EU
  • papierów panamskich
  • braku mieszkań
  • itd.

Później obowiązkowe zdjęcie z Big Benem na Westminster Bridge i mewy, jak ja ich dawno nie widziałam. Te Szkockie są o wiele wredniejsze, londyńskie, mniejsze i lepiej ułożone, nawet nie wyrywały nam jedzenia z rąk (te szkockie tak robią).
spacer nad Tamiząspacer nad Tamizą spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą Targ książek pod jednym z mostów to świetna sprawa, obok skate parku, ale to już nie dla wszystkich. Targ kojarzy mi się z Paryżem, ale na szczęście książki mają po angielsku. Jak ostatnio próbowałam coś zamawiać po francusku w Wersalu, pani na mnie krzywo spojrzała i na pewno udawała, że nie zrozumiała co zamawiam, a chciałam tylko croissant. Toż to nawet pani u mnie w piekarni obok domu rozumie o co mi chodzi.

A co do książek, to za parę funtów można się w jedną zaopatrzyć i przeczytać na pobliskiej ławce, wpatrując się w Tamizę. Jak Was nie przewieje. spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą Parę mostów dalej, kilka kilometrów i kubków kawy i na horyzoncie pojawi się Tower Bridge, jednej z najbardziej rozpoznawalnych zabytków Londynu. Tam najczęśniej kończy się spacer nad Tamizą, choć odważni trafiają też do więzienia, którym było Tower of London.

Ale to już po drugiej stronie rzeki…
spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą spacer nad Tamizą