Wyprowadzam się z Londynu.

Słowa te powoli rezonują w mojej głowie, odkrywam ich sens i ekscytacje, którą czuję, kiedy je powoli  wypowiadam do samej siebie.

Zwolniłam się z mojej londyńskiej pracy. Jestem tu do piątku.

Lizbona wydaje się naturalnym wyborem. Po 10 latach w Wielkiej Brytanii chcę czegoś innego. Słońca, bliskości oceanu i nowych uliczek, które mogę eksplorować. Nowych twarzy i ekscytujących projektów.

Oddałam stertę rzeczy do londyńskich charity shopów, a i tak mam ich za dużo. W spakowanych pudłach czekających na wysłanie na nowy adres.

Mam też stertę butów. Każda para niby inna, ale jakoś tak podobne. Większości nie umiem się pozbyć. Zrobiłam z nich osobne pudło.

Nie jadę do Lizbony od razu. Kupiłam dzisiaj 8 lotów. Po podzieleniu każdy średnio za 30 funtów. Byłam z siebie dumna, jakbym rozwiązywała logistyczną łamigłówkę.

Zaczynam od Holandii. Dwa tygodnie z bliskimi. Później wpadnę do Lizbony spotkać się z ludźmi z mojej nowej pracy. Polska i Londyn. I zadomawianie się w nowym mieście.

W Lizbonie będzie czekać na mnie praca w portugalskim start-upie, gdzie wezmę w swoje ręce marketing. Nie mogę się doczekać budowania nowej marki i wyzwań z tym związanych. Mam wielkie szczęście znajdując pracę w zawodzie, ale też czuję, że odzyskuję wolność.

Narasta u mnie potrzeba dzielenia się z Wami tym doświadczeniem. Cieszy mnie to. Dawno nie pisałam.

W sobotę wyjazd, zaczynamy przygodę!