O mnie. Historia życia w skrócie

Witaj! Nazywam się Aga Poznanska, mam 32 lata i serce podróżnika. Jestem w drodze 😉

Po maturze wyjechałam do Wielkiej Brytanii. W sumie całe dorosłe życie tam spędziłam. Skończyłam studia – Kreatywne Pisanie, Dziennikarstwo i Kulturę Wizualną i stałam się pracującą na cały etat mieszkanką Londynu. Wytrzymałam tam 7 lat. Jest to miasto, które wiele uczy, dużo oferuje, ale też niesamowicie wysysa energię życiową. Jest bardzo wymagające.

Pracowałam w agencji marketingowej, gdzieś tam awansowałam, później w amerykańskiej firmie zajmującej się oprogramowaniem, wprowadzałam na europejski rynek nowy produkt. Ale już od dłuższego czasu czułam, że coś jest nie tak. Spędzanie miliona godzin w pracy, mimo dobrej pensji na koncie, powodowało, że czułam, że nie mam czasu na życie.

Mój związek z M. średnio funkcjonował z wielu powodów, ale przede wszystkim rozjeżdżały nam się wizje życiowe. Ja wiedziałam, że już tak dalej nie mogę i zaczęłam myśleć o alternatywach.

Na boku zajmowałam się też wieloma rzeczami, jak tym blogiem już od lat, czy też wspomagałam marketingowo artystów, blogerów. Freelancowałam. Pomagałam w organizacji festiwalu Play Poland Film Festival w Londynie. Stworzyłam magazyn Buzzujemy, który później zamknęłam, bo to nie było to.  A później pracowałam przy Boom Festival w Portugalii. Dało mi tą świadomość, że jest sporo rzeczy, którymi mogę się zajmować, poszukiwania trwały.

Mimo, że nigdy nie byłam osobą, której zależało na sukcesie, może raczej jakimś zadowoleniu z wykonywanej pracy, po studiach wpadłam w system. To oczywiście jest bardzo trudne w niego nie wpaść, bo od dziecka słyszymy jedną opowieść o tym jak powinno wyglądać dobre życie. Bajka typu studia, mieszkanie, praca, dalekie podróże na dwa tygodnie i samochód. Wygoda. Prestiż społeczny. Mimo, że świadomość naszego społeczeństwa wzrasta, do głosu dochodzą alternatywne historie, jest to dalej niszowa kwestia. Albo tylko dla wybranych, tak paradoksalnie.

Znaczącym wydarzeniem w moim życiu była smierć mojego taty parę lat temu, która na pewno, mimo, że początkowo popchała emocjonalnie na dół, dała kopa do działania. Nie ma chyba wiele rzeczy, których boimy się bardziej – jak smierć bliskich. Ale jak dojdziemy od tego miejsca, gdzie zaznamy tego strachu, a raczej jego materializacji, stajemy po drugiej stronie, jeśli damy sobie tam dojść. I przestajemy się bać.

Wracając do historii – do Portugalii jeździłam już od lat. Dlatego też tak dużo jej na blogu. No i epizod z domem tam, który teraz już sprzedany. Festiwal, przy którym pracowałam też ma miejsce w Portugalii, lubię tam styl życia, słońce, lekkość bytu, mimo tego, że nie jest to bogaty kraj, ale zupełnie inaczej tam płynie codzienność. Na przeprowadzkę wybrałam Lizbonę.

Po 11 latach wyjechałam z Wielkiej Brytanii i zamieszkałam na Alfamie. Lizbona mnie pięknie przywitała. Dostałam dobrą pracę jako Dyrektor Marketingu dla tamtejszego start up’u. I na pewno zmieniła się jakość mojego życia. Ale to jeszcze było nie to. Zrozumiałam, że jest mi potrzebna drastyczniejsza zmiana. Że mimo, że zmieniłam miejsce, powielam stary schemat. Marketing lubię robić tylko jeśli wspiera coś w co wierzę, fundacje, sztukę, inicjatywy społeczne itd. Ale taki typowy korporacyjny marketing nie jest dla mnie. Osobowościowo to nie moja droga.

Na Boom Festival zajęłam się programem i produkcją NGO Django – przestrzeni dla organizacji pozarządowych, fundacji – gdzie zaprosiłam łącznie około 100 osób, żeby pokazali to co robią dla świata i poprowadzili warsztaty. Dało mi to dużo do myślenia – jak się czuję wykonując taką pracę, a moją w biurze. Żeby nie było – sporo pracy administracyjnej też musiałam zrobić przy festiwalu, nie mówiąc o wbijaniu gwoździ, ale przez to, że to miało jakieś głębsze znaczenie, nie przeszkadzało mi to w ogóle.

Wiem, że mogłam pójść na łatwizę – zresztą podjąć decyzję nie było tak łatwo. Rzucić naprawdę dobrą pracę w Lizbonie, gdzie nie ma dużo pracy dla obcokrajowców. A przecież z Portugalii nie chciałam wyjeżdżać. Przez chwilę tkwiłam w takim błędnym kole myślowym – że skoro chcę mieszkać, muszę mieć na czynsz, powinnam pracować i nic nie zmieniać. I w ogóle to o co mi chodzi, jestem szczęściarzem, mam aż tyle. Ale brakowało mi przestrzeni w głowie, poczucia zgody z samą sobą i nie chciałam, żeby strach kierował moim życiem.

W sierpniu rzuciłam pracę i postanowiłam na chwilę wyjechać w świat. Podróże są pięknymi spotkaniami z samym sobą i ludźmi, których poznajemy na naszej drodze, nową rzeczywistością, wiem z doświadczenia, że mogą wiele ofiarować. Pojechałam do Azji, Tajlandii i Indii, Nepalu, skąd wróciłam w kwietniu 2019. I od tamtej pory znowu mieszkam w Portugalii.

Zawodowo zajęłam się rozwojem osobistym i zaczęłam organizować kręgi kobiet. Skończyłam też szkołę dla coachów, akredytację Polskiej Izby, i jestem w trakcie akredytacji amerykańskiej Międzynarodowej Federacji Coachingowej. Głównie pracuję z kobietami nad znalezieniem kobiecej osobistej mocy,  świadomym życiu według osobistych wartości, pewności siebie i celu.

BĄDŹMY W KONTAKCIE

Piszę maile z trasy, więc jeśli chcesz być pierwszą osobą, która dowie się co u mnie, zapisz się poniżej. Tylko osobista korespondencja. Odcinki serialu prosto do skrzynki.

y45r56y

PREZENT

Mam dla Was darmowego ebooka o Shoreditch, hipsterskiej dzielnicy Londynu, który napisałam razem z Maćkiem. Idealny dla wszystkich, którzy chcą poznać tę hipsterską dzielnicę Londynu w jeden dzień.

Screen Shot 2015-07-23 at 17.25.58